Migrenowe bóle głowy, bóle mięśniowe czy brzucha, w których ciężko doszukiwać się przyczyn medycznych, problem z zasypianiem, a co za tym idzie: złość i rozdrażnienie, poczucie bezradności oraz utrata energii... Brzmi znajomo?

Nie, nie chodzi o reklamę proszków przeciwbólowych. Wymienione objawy są rzeczą naturalną. Człowiek jest tylko człowiekiem, miewa lepsze i gorsze dni. Ma prawo do wolnego i spędzenia dnia w łóżku, co pozwoli mu nabrać sił i zregenerować obarczony codziennością organizm. Sytuacja staje się bardziej poważna, jeśli ten stan zaczyna wymykać mu się spod kontroli, gdy pogorszenie nastroju nasila się, a aktywność życiowa i zainteresowanie otoczeniem, osiąga stan zerowy. Oczywiście nie zawsze jest to związane z chorobą psychiczną. Najgorszym doradcą w takich chwilach jest samotność. Brak zaufanej, bliskiej osoby, z którą można podzielić się swoimi problemami, to jeden z pierwszych kroków do depresji. Odizolowanie się od świata nie jest dobrym rozwiązaniem. Człowiek to społecznik, potrzebuje wsparcia, zrozumienia i rady, na jakie jednak nie zawsze może (lub nie chce) liczyć.

 

Rozmowa ze specjalistą-psychiatrą w XXI wieku, nie jest już rozpatrywana w kategorii czegoś „dziwnego”. Lekarz to osoba, której można zaufać. Spotkanie z nim charakteryzuje się pełną dyskrecją oraz obiektywnym spojrzeniem na stan pacjenta, czego zazwyczaj brakuje głodnym „sensacji rodzinnych”, jego najbliższym. Zwykła wymiana zdań ze specjalistą, może zapobiec depresji lub po prostu, rozpocząć walkę z nią. Kwestią więc najważniejszą jest przede wszystkim otwartość i chęć zmian, gdyż bezsenność oraz „zwykły”, nasilający się ból głowy, rzeczywiście mogą okazać się czymś „zwykłym”, nieistotnym, gorzej jednak, jeśli w wyniku ich zlekceważenia, przerodzą się w chorobę psychiczną.